Staż w Stanach i wakacje życia

Nasz stażysta Tomek podzielił się swoimi fantastycznymi wspomnieniami ze stażu – a nazywa je, uwaga!, WAKACJAMI ŻYCIA 🙂 – z czytelnikami lokalnego tygodnika Ziemia Kępińska.

Zapraszamy do lektury pełnego tekstu na: http://www.ziemiakepinska.pl/staz-usa-turystycznie/

Na zachętę publikujemy trochę zdjęć z Tomka pobytu w Stanach latem 2014:

 

 

Reklamy

„Citi never sleeps”- mój staż w Nowym Jorku

Jakiś czas temu obiecałam podzielić się z Wami swoimi wrażeniami ze stażu w Citigroup i oto nadszedł ten moment 😉 Poniżej znajdziecie krótką relację ze stażu.

W Citi pracowałam w segmencie ICG (Institutional Clients Group) zajmującym się obsługą korporacji, instytucji finansowych oraz sektora rządowego. W ramach ICG zostałam przydzielona do działu Operacji, a dokładniej do zespołu Balance Sheet Exception Reporting, który jest częścią większej grupy Performance Measurement & Analysis (PMA)

CAM00005_sDSC_0128_s
Po lewej budynek Citi znajdujący się przy Greenwich Street, a po prawej znajdująca się w pobliżu stacja z rowerami (oczywiście z logo Citi;)

Do głównych zadań mojego zespołu należało regularne analizowanie pozycji ujętych w sprawozdaniach finansowych, a także raportowanie transakcji, które nie zostały rozliczone w sposób prawidłowy. Raporty były przygotowywane w odstępach tygodniowych, w związku z czym mój harmonogram pracy był silnie uzależniony od tego właśnie zadania.

Przykładowo: w każdą środę w godzinach porannych uczestniczyłam w telekonferencji z zespołem z Indii, a o godzinie 11:00 tego samego dnia brałam udział w podobnym „spotkaniu” z zespołem z Londynu. Warto przy tym zauważyć, że ze względu na różnicę czasową telekonferencje odbywały się w takich godzinach, gdy jeden z zespołów kończył dzień roboczy, a drugi właśnie go zaczynał bądź był w jego trakcie. „Citi never sleeps” to zatem nie tylko slogan reklamowy, ale rzeczywistość.

DSC_0099_s

Budynek Citi przy Greenwich Street 388 raz jeszcze

Poza opracowywaniem cotygodniowych raportów miałam także inne obowiązki. Zaliczały się do nich m.in. przygotowywanie dziennych zestawień obrazujących błędy sprawozdawcze wynikające z rozbieżnych dat księgowań dla pozycji debetowych i kredytowych czy też opracowywanie protokołów ze spotkań menedżerów z działu Operacji. W zależności od bieżących potrzeb dostawałam także dodatkowe zadania. Jednym z tego typu zadań było wsparcie projektu mającego na celu powiązanie systemu sprawozdawczego z narzędziami umożliwiającymi analizę poszczególnych pozycji bilansowych.

DSCF1372_s

Widok z 48 piętra budynku Citi na Downtown…

DSCF1377_s

… oraz na Midtown. (Nie jest to co prawda Empire State Building, ale także robi wrażenie;)

Podczas stażu w Citi miałam okazję współpracować z wieloma osobami z różnych zespołów oraz zajmujących różne pozycje w strukturze zawodowej. To, co mnie urzekło w Citi, to bardzo otwarta kultura oraz gotowość do udzielania pomocy innym. Dzięki temu bardzo szybko zaaklimatyzowałam się w firmie i od początku czułam, że jestem częścią zespołu.

Co jeszcze warto dodać na temat stażu? Może nie będzie to nic odkrywczego, ale z pewnością będzie to prawdziwe twierdzenie: naprawdę warto się o niego starać! 🙂

DSCF2446_s

Po pracy oczywiście czas na poznawanie Nowego Jorku:)

Renata

 

Trzy dni w NY – czego można chcieć więcej?

Ośmioro naszych stażystów – szczęśliwcy! – wzięło udział w końcu września w cyklu spotkań i konferencji, które odbyły się w Nowym Jorku w związku z wizytą Prezydenta RP w Stanach.
W dniach 24-25 września nasi stażyści: Ola, Justyna, Oksana, Wiktor, Adam, Olek, Tomek i Grzegorz uczestniczyli m.in. w konferencji krajów Grupy Wyszehradzkiej w siedzibie Google, w spotkaniach z amerykańskimi inwestorami i w konferencji Polish-American Investment Dialogue z udziałem Prezydenta RP.
Oddajemy głos Tomkowi, który przysłał nam krótką notkę z wydarzeń w Nowym Jorku:

Czy prestiżowy staż i wymarzone wakacje w Stanach Zjednoczonych to wszystko, co zyskują uczestnicy programu PAII? Odpowiedź brzmi: nie! Tylko czego można chcieć więcej? W przypadku nas, czyli stażystów tegorocznej edycji programu, był to trzydniowy pobyt w Nowym Jorku zapełniony konferencjami i spotkaniami na najwyższym poziomie. Przed wyjazdem nikt nie spodziewał się, że będziemy brać udział w takich wydarzeniach. Postaram się zdać z nich zwięzłą relację.

Do Nowego Jorku przylecieliśmy w środę wcześnie rano. Już pierwszego dnia czekało nas mnóstwo zajęć. Organizatorzy zaplanowali nasz czas niemalże co do godziny. Rozpoczęliśmy uczestnicząc w spotkaniu przedstawicieli polskich firm z sektora paliwowo-energetycznego i chemicznego z amerykańskimi inwestorami. Stroną w spotkaniu była także podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki pani Ilona Antoniszyn-Klik oraz przedstawiciele Ambasady RP w Stanach Zjednoczonych. Na część oficjalną składał się szereg prezentacji opisujących obszary, w których Polacy szukają inwestorów. Jednym z poruszanych tematów było m.in. uruchomienie wydobycia gazu łupkowego w Polsce. W części nieoficjalnej mieliśmy niepowtarzalną okazję nawiązać cenne kontakty.

IMG_1193_s

Po smacznym lunchu pojechaliśmy metrem do Nowojorskiego biura Google na 9 alei, gdzie odbywał się panel dyskusyjny przedstawicieli państw Grupy Wyszechradzkiej. Celem spotkania była promocja regionu Europy środkowej połączona z prezentacją firm z Polski, Czech, Słowacji i Węgier. Tematem przewodnim były nowoczesne technologie. Przyglądaliśmy się m.in. prezentacji węgierskiego twórcy Prezi i projektowi latającego samochodu ze Słowacji.  Spotkanie to miało uświetnić połączone obchody 25 lecia powstania Internetu oraz 25 lecia obalenia komunizmu w Polsce. Na liście obecnych znaleźli się prezydenci Słowacji i Węgier, minister spraw zagranicznych Czech i wspomniana wyżej pani Antoniszyn-Klik.

IMG_1212_s

Po oficjalnej części dnia przyszedł czas na spacer po dolnej części Manhattanu oraz wycieczkę promem z widokiem na Statuę Wolności.

IMG_1272_s

W czwartek z samego rana udaliśmy się do hotelu przy Wall Street. Tego dnia odbywała się tam konferencja Polish-American Investment Dilagoue, którą swoją obecnością zaszczycił m.in. prezydent RP Bronisław Komorowski.
Celem konferencji było pozyskanie przez Polskę nowych inwestorów zza oceanu.

Popołudniu pożegnaliśmy się z przedstawicielami ambasady oraz Polsko Amerykańskiej Fundacji Wolności, którzy również brali udział w wydarzeniach i urządziliśmy wieczorne zwiedzanie miasta.

IMG_1298_s

Piątek był dniem pożegnań, ponieważ część z nas wracała na ostatnie tygodnie stażów, a ja i Adam, inny stażysta Westinghouse’a, lecieliśmy na zachodnie wybrzeże cieszyć się ostatnimi dniami w Stanach Zjednoczonych.

Czas spędzony w Nowym Jorku zaliczam do jednego z najbardziej wyjątkowych w moim życiu. Mimo tego, że z braku czasu nie udało nam się dużo zwiedzić, to wzięliśmy udział w kilku ciekawych konferencjach. Mieliśmy okazję zobaczyć jak wygląda promocja naszego kraju w Stanach Zjednoczonych i pozyskiwanie zagranicznych inwestorów. Udział w tych wydarzeniach był bardzo ciekawym doświadczeniem. Bycie stażystą PAII to nie tylko praca, ale dużo więcej!

Tomasz

Pełna oficjalna relacja z wydarzeń dostępna jest tutaj:
http://www.stypendia-pomostowe.pl/stazysci-paii-w-nowym-jorku/#post-4881
i tutaj:
http://www.pafw.pl/wydarzenia/wydarzenie/1948#.VDY_cfl_tHU

Hi, how are you?

Ela właśnie wróciła ze Stanów. Przeczytajcie jej wrażenia ze stażu:

Praca w PGW – Pittsburgh Glass Works

była dla mnie, jako automatyka, niezmiernie ciekawa. Na stażu w PGW była nas, stażystów programu PAII, dwójka: ja (Ela) i Mateusz.

W Elkin, w Północnej Karolinie poznawaliśmy proces produkcji szyb samochodowych. Do naszych obowiązków należało przygotowanie wizualizacji procesu oraz oprogramowania kamery. Obowiązywały nas cotygodniowe konferencje telefoniczne z kierownictwem firmy – w piątek o godzinie dwunastej referowaliśmy nasz postęp osiągnięty w ciągu tygodnia i słuchaliśmy relacji innych pracowników.

Nasza praca nie była typową pracą biurową – często musieliśmy być na hali, żeby sprawdzić czy nasze programy działają poprawnie. Czasem nie udawało nam się tego zrobić od razu i musieliśmy czekać na przerwę w ruchu linii. Wszyscy byli dla nas niezmiernie mili, a i my szybko zaadaptowaliśmy się do nowego otoczenia. Hala produkcyjna była ogromna, więc w trakcie drogi do mojego stanowiska przy końcu linii produkcyjnej byłam w stanie powiedzieć „Hi, how are you?” do każdego znajomego pracownika obecnego w danym dniu.

1

Wnętrze fabryki w Elkin

Dużo więcej pracy mieliśmy podczas delegacji w Atlancie, gdzie stworzyliśmy program dla robota, który pokrywał klejem części montowane do szyb.

2

FANUC LR Mate 2000iD, którego programowaliśmy

Naszym zadaniem było napisanie całego programu oraz wykonanie HMI (human-machine interface) dla tej maszyny – przygotowanie panelu do obsługi robota oraz zaplanowanie i rozmieszczenie wszelkich guzików i wyświetlanych danych. Mieliśmy sporą satysfakcję z wykonania tego zadania, ponieważ robot został wysłany do fabryki w Ontario w Kanadzie. Szczególnie podobało mi się otoczenie, ponieważ zamieniliśmy czystą fabrykę, w której chodziło się wzdłuż linii, na zakład, w którym atmosfera była nieco luźniejsza, a i sami mogliśmy się bardziej ubrudzić.

3

Wnętrze Stone Mountain Tool, Inc.

Podczas weekendów zwiedzaliśmy najbliższą okolicę, ale często wybieraliśmy większe miasta jako cel naszych podróży.

4

Charlotte – miasto partnerskie Wrocławia

5

Stone Mountain w Północnej Karolinie

Zwiedzanie

Pierwszym miastem, jakie odwiedziliśmy, był Pittsburgh. Tam znajduje się siedziba kierownictwa PGW, które mieliśmy okazję poznać. Wysłuchaliśmy rad na temat bezpieczeństwa w fabryce, a także w samych Stanach.

Pierwszego dnia w Pittsburghu pojechaliśmy do Kennywood, które jest parkiem rozrywki. Następnego dnia rodzice naszego opiekuna, który stamtąd pochodzi, zaprosili nas na popołudniowy rejs po rzece Allegheny. Atrakcją wieczoru było piwo w browarze znajdującym się w byłym kościele. Wielu może uznać to za kontrowersyjny pomysł, jednak zakonnicy od wieków byli znani jako browarnicy, a kościół od dawna nie był używany. Pierwszy raz dowiedzieliśmy się, że ‚pierogis’ są tutaj popularnym daniem.

Church Brew Works w Pittsburghu

Kolejnym kierunkiem naszych wypraw był Waszyngton. Poza mnóstwem muzeów główną atrakcją miasta są monumenty. Dobrą wiadomością było to, że do większości muzeów wstęp był bezpłatny. Aby swobodnie korzystać ze wszystkich obiektów trzeba jednak wybrać się na zwiedzanie rano, ponieważ kolejki są ogromne, a turystów jest wielu.

Kapitol w zasięgu ręki

Kolejny weekend został przeznaczony na zwiedzanie Nowego Yorku. Jedno z najbardziej rozpoznawalnych miast świata również nas zachwyciło. Z małym ‚ale’ – tłumy turystów na każdym kroku, wśród których byliśmy i my, bywały czasem nie do zniesienia. Pięć minut czekania, aby przejść wąskim chodnikiem? Na szczęście później zwiedzaliśmy miasto autobusem. Double-deckery umożliwiają zobaczenie wszystkich miejsc bez wielkiego wysiłku. Nie ominęła mnie też okazja zobaczenia broadwayowskiego musicalu.

Widok z dachu autobusu na zatłoczone ulice NY

Niezwykłą frajdą była

tygodniowa podróż służbowa do Atlanty

Atlanta, leżąca na południu Stanów Zjednoczonych, słynie z największego na świecie akwarium – Georgia Aquarium, które zostało wybudowane w 2005 roku. Jest to jedyne akwarium poza Azją w którym żyją rekiny wielorybie.

Georgia Aquarium w Atlancie

W Atlancie zwiedziliśmy również świat Coca-Coli. Spróbowaliśmy coli o różnych smakach oraz produktów Coca-Coli z całego świata. I… zrobiliśmy sobie zdjęcie z misiem Coca-coli, który powstał po to, żeby namówić klientów do picia tego napoju również w zimie.

Ozdobne butelki Coca-coli w World of Coca-Cola w Atlancie

Zdjęcie z misiem Coca-Coli

Różne produkty kompanii Coca-cola

Floryda

była podsumowaniem naszych podróży – tym sposobem zwiedziliśmy prawie całe wschodnie wybrzeże. Temperatury nie różniły się za bardzo od tych w Północnej Karolinie. Rzeczy, które musiałam zobaczyć i które udało mi się zwiedzić to: Disneyworld i Kennedy Space Center w pobliżu Orlando oraz Miami, Park Narodowy Everglades i Key West na południu stanu. Disneyworld mnie rozczarował. Lepiej bawiłam się w parkach rozrywki niż tutaj, gdzie na każdym kroku zamiast atrakcji napotykaliśmy sklepy z pamiątkami.

Słynny zamek w Disneyworld

Kennedy Space Center to miejsce startu załogowych statków kosmicznych NASA. Nie spodziewałam się jednak spotkać tam… maskotek z „Angry Birds”.

Angry Birds w Kennedy Space Center

15

Prom kosmiczny Atlantis z Kennedy Space Center

Park Narodowy Everglades był z kolei ekstremalnym przeżyciem. Po przypadkowym wybraniu 10-kilometrowej trasy cudem uniknęłam pożarcia żywcem przez komary. Cel był jednak warty przejścia tej trasy. Długa wędrówka w upale poskutkowała tym, że wracając postanowiłam spróbować pierwszego w USA autostopowania, żeby powrócić na miejsce parkingowe. Z pozytywnym skutkiem. W parku zobaczyłam pierwszego w życiu aligatora w naturalnym środowisku.

Aligator z Everglades

Park Narodowy Everglades

Zwieńczeniem pobytu był Key West – najdalej wysunięty na południe punkt na mapie Stanów Zjednoczonych i jeden ze strategicznych punktów wojskowych. Do Kuby jest stąd tylko 90 mil, jak głosi napis na charakterystycznym słupie. Key West jest urokliwym miejscem. Nie ma pięknych plaż, ale za to zabytkowe centrum jest przepiękne – składa się z drewnianych domów z przełomu XVIII i XIX wieku. Podczas spaceru towarzyszyło nam… pianie kogutów. Jest ich bardzo dużo i biegają swobodnie po ulicach.

Najdalej na południe wysunięty punkt USA

19

Ptasi mieszkańcy Key West

W mieście znajduje się także dom, zamieniony w muzeum, Ernesta Hemingway’a, który napisał tutaj kilka powieści. Hemingway lubił koty i potomkowie posiadanych przez niego zwierząt mieszkają w tym domu do dziś. Ciekawostką jest to, że niektóre mają po 6 palców – pisarz uważał, że takie koty przynoszą szczęście.

6-palczasty kot

Przed odlotem zdążyliśmy zobaczyć po raz ostatni plażę i ocean.

21

22

South Beach w Miami

Pozdrowienia – już z Wrocławia,
Ela

Pozdrowienia z zachodniego wybrzeża!

Oksana i Justyna, stażystki firmy Boeing, przysłały relację prosto z Seattle:

Nadszedł czas na wieści z zachodniego wybrzeża, gdzie zegary wskazują dziewięć godzin różnicy w stosunku do Polski, a latające samoloty są nieodłącznym elementem krajobrazu!

Jak jest?

Czas mija niesamowicie szybko, wrzesień jest ostatnim miesiącem naszej boeingowej przygody. Jak jest? Jest świetnie! Miałyśmy dużo czasu na wdrożenie sie w działalność działów, w których pracujemy, zapoznałyśmy się z ich strukturą i kulturą pracy.

Najważniejsze, poznałyśmy współpracowników, którzy wywarli na nas bardzo pozytywne wrażenie swoim podejściem do pracy i optymizmem, a także wsparciem i pomocą. Każdy jest pod wrażeniem, ze przyjechałyśmy tutaj AŻ z Polski, nie znając tutaj nikogo.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

W tle szopa, w której rozpoczęła się historia Boeinga.

Podczas wizyty w Museum of Flight

Pracujemy osiem godzin dziennie, często wracamy zmęczone, a podczas weekendów staramy się zwiedzić i zobaczyć jak najwięcej. Warto wspomnieć, ze okolice Seattle mają mnóstwo atrakcji, dlatego często ciężko się zdecydować, gdzie jedziemy najpierw.

Musimy przyznać, że ta część USA jest piękna! Jezioro Washington, Zatoka Puget Sound z wyspami i promami, a wszystko otoczone górami, z których najsłynniejsza to Rainier Mountain.
Nie bez przyczyny stan Washington nazywany jest wiecznie zielonym!

Panorama Seattle

Zachód słońca z perspektywy Space Needle

Mount Rainier – powulkaniczna góra ze szczytem na wysokości 4380 m n.p.m.

W pracy

Warto wspomnieć o tutejszym zwyczaju spotykania się z doświadczonymi pracownikami firmy na tzw. informational interview, aby poznać ich obowiązki, dowiedzieć się jak wygląda ich typowy dzień w pracy i jakie wyzwania stawia im ich posada.

Z uwagi na fakt, że Boeing zatrudnia mnóstwo stażystów (prawie 1000 tego lata!), organizowane są dla nas spotkania networkingowe oraz specjalne wycieczki do najciekawszych działów firmy.

Dzięki temu miałyśmy możliwość zobaczyć linię produkcyjną Boeinga 737 – najpopularniejszego samolotu pasażerskiego oraz położoną w największym budynku świata fabrykę Dreamlinera w Everett. Odwiedziłyśmy też Aviation Services Innovation Center, gdzie klienci mogą wypróbować innowacyjne oprogramowania Boeinga, a także Spares Distribution Center – centrum dystrybucyjne zapewniające płynność produkcji samolotów.

Pamiątkowe zdjęcie z wycieczki do fabryki Boeinga w Everett

Polski akcent w Galerii Dreamlinera

I po pracy …

Nie spodziewałyśmy się, że w Seattle tak prężnie działa polska społeczność. Już od kilku lat członkowie Stowarzyszenia Domu Polskiego organizują Polish Festival Seattle z pokazem strojów ludowych, występami chórów i degustacją kiełbasy, bigosu i pierogów.

Po pokazie tradycyjnych strojów ludowych podczas Polish FestivaL Seattle

Amerykanie nie grają w piłkę nożną, oni grają w socker’a! Reguły gry takie same, ale atmosfera podczas pierwszoligowego meczu pomiędzy Seattle Sounders a Huston Dynamo niepowtarzalna! Już samo rozpoczęcie – fajerwerki i uroczyste odśpiewanie hymnu, podczas którego marines rozciągnęli wielką amerykańska flagę było dla nas zaskakujące. Dopingowani przez własną orkiestrę oraz tłumy fanów na trybunach Soundersi zwyciężyli 2:0!

Ceremonia otwarcia meczu – marines rozwijają flagę USA

Gorącą atmosferę na boisku podgrzewała zielona orkiestra!

Nie będzie odkryciem Ameryki stwierdzenie, że Amerykanie są fanami futbolu amerykańskiego 😉

Utożsamianie się z ulubionymi drużynami jest elementem ich kultury i życia codziennego, dlatego nikogo nie dziwi widok urzędnika w koszulce Seahawks- tegorocznego zdobywcy Super Bowl.

Samolot Boeinga dedykowany Seahawks, zdobywcy Super Bowl, na plakacie, który można zobaczyć niemal nad każdym biurkiem w firmie.

Nawet McDonald przygotował coś specjalnego dla fanów miejscowej drużyny!

Amerykanie znaleźli ciekawy sposób na pozbycie się zbędnych przedmiotów- organizują tzw. yard/ garage sale, uprzednio szumnie informując o wydarzeniu poprzez liczne plakaty rozwieszone w sąsiedztwie.

Typowe ogłoszenie o podwórkowej wyprzedaży

 

Chociaż upłynęło już prawie dwa miesiące naszego pobytu za oceanem, ciągle trudno nam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę!

Pozdrawiamy ze słonecznego Renton!

Justyna i Oksana

Radzę sobie bardzo dobrze!

Maks, stażysta Westinghouse, napisał do nas z Newington:

Radzę sobie bardzo dobrze, na nic nie mogę narzekać i nie chodzę głodny, jakby tata pytał (a pyta zawsze). Największym problemem, na jaki narzekam podczas praktyk jest… brak czasu. W tygodniu praca, a weekendy mają niestety tylko po dwa dni – więc próbuję wykorzystać je jak najlepiej.

Przyjazd do Ameryki od zawsze był moim marzeniem. Po przybyciu tutaj – zacząłem realizować pomniejsze marzenia.

W pierwszy weekend wybrałem się z Grześkiem, drugim praktykantem PAII pracującym w tej samej firmie co ja, do Bostonu, który zrobił na nas ogromne wrażenie. Po części dlatego, że było to pierwsze duże miasto, jakie zwiedziliśmy w Stanach, ale przede wszystkim – ze względu na panujący tam klimat. Miasto fasoli i dorsza może nie brzmi najlepiej, ale jego skala, architektura, panująca tam atmosfera, a do tego jedne z najlepszych uczelni na świecie (które zresztą pomimo przerwy letniej mieliśmy okazję poznać z bliska) potrafią oczarować przyjezdnych. Poza tym, jak widać na zdjęciu, grasują tam najprawdziwsze dinozaury.

beware_dino

Boston. Uwaga na dinozaury!

Kolejne spełnione marzenie to amerykański samochód, który kupiłem po powrocie z Bostonu. Obowiązkowo wielki silnik, który zdaje się kpić z globalnego ocieplenia i resory jak z rapowego teledysku, dzięki którym w samochodzie można poczuć się co najmniej jak na łóżku wodnym. Niestety, sprzedawca okazał się typowym Mirkiem handlarzem (tak, tak, to nie tylko u nas) i pominął kilka istotnych problemów, co – lekko mówiąc – utrudniło eksploatację.

W następny weekend wybraliśmy się do Nowego Jorku, gdzie spotkaliśmy kolejnego stażystę PAII odbywającego praktyki w Westinghouse – Olka. Całe miasto zrobiło na nas nie mniejsze wrażenie niż Boston, tak jak na Renacie, która opowiedziała już o nim co nieco. Jest to zdecydowanie jedno z jeśli nie najpiękniejszych, to najciekawszych miejsc, w jakich w życiu byłem.

Manhattan

Manhattan

Warto jednak poza standardowymi punktami, odwiedzić również te mniej znane, o których można przeczytać w internecie. Poniżej przykład – Sylvan Terrace, czyli uliczka z XIX wieku, która obecnie służy głównie jako plan filmowy, na przykład serialu „Zakazane Imperium” (chociaż podobno niektóre z domków wciąż są zamieszkane).

uliczka_NY

Sylvan Terrace, Nowy Jork

Po wizycie w NY udaliśmy się jeszcze do parku rozrywki z prawdziwego zdarzenia, żeby pojeździć na rollercoasterach. Park jest ogromny, jest na nim sporo kolejek, zarówno nowe superszybkie jak i trzeszczące kolejki z lat 20.

scooby

Park rozrywki

Żeby nie zanudzać i dłużej nie pisać, jakie wszystko było wspaniałe, wrzucę jeszcze zdjęcia z Waszyngtonu i Filadelfii:

mecz

Meczu baseballu (Boston Red Sox). Zasady dalej nieznane, ale piknik udany.

whale_watching    burger
Tzw. Whale (to ten z tyłu) watching, Port Clyde, Maine  i  Steak bar – zabytek, Filadelfia

pomnik  pomnik_faces
Z pomnikiem Waszyngtona (w Waszyngtonie)

FBI

FBI, Waszyngton

Co do pracy, Westinghouse ani trochę nie zawiodło moich oczekiwań. Obowiązuje tu inna kultura pracy niż w Polsce. Po części wynika to pewnie z samej mentalności ludzi, a po części z charakterystyki przemysłu energetyki jądrowej. Dostaję fantastyczne szanse rozwoju, realizując zarówno swój projekt, jak i poboczne zadania, które od czasu do czasu powierzają mi przełożeni. Praktykanci traktowani są tu jak pełnoetatowi pracownicy, a przy tym zawsze mogę liczyć na pomoc czy radę starszych kolegów, którzy zwykle są ekspertami w swoich dziedzinach. Firma dba o to, żebym się nie nudził, nie tylko przez przydzielanie zadań, ale też często organizując wyjścia dla praktykantów, co pozwala na poznanie ludzi, kultury i okolicy. Z czystym sercem mogę polecić pracę w Westinghouse.
Naprawdę warto być stażystą programu PAII.

Na koniec jeszcze raz Filadelfia – Rocky Balboa i dom, w którym mieszkał Tadeusz Kościuszko:

Rocky  kosciuszko

Welcome to New York!

Po relacji z maleńkiego Beaver Falls w Pensylwanii czas przenieść się do wiecznie tętniącego życiem Nowego Jorku. To tu odbywam staż w Citigroup. Na relację ze stażu przyjdzie jeszcze czas, a tymczasem pozwólcie mi podzielić się z Wami swoimi pierwszymi wrażeniami z pobytu w NYC 😉

Miasto faktycznie nigdy nie śpi. Przekonałam się o tym już pierwszego wieczoru. Podczas transportu z lotniska miałam okazję przejechać przez Times Square. Zdawałam sobie sprawę, że jest to jedno z najbardziej obleganych miejsc w Nowym Jorku, ale nie myślałam, że będzie tam aż tak dużo ludzi.

DSCF0192

Times Square w nocy…

DSCF0206

… nigdy nie śpi

Times Square oddaje niepowtarzalny klimat miasta –  nieustający ruch i różnorodność. Spacerując przez chwilę można odnaleźć w tłumie uśmiechnięte Włoszki, nieustannie fotografujących Chińczyków, hałaśliwych Argentyńczyków czy też… dyskutujących Spidermanów.

DSCF0197

Spiderman i jego brat bliźniak

Spiderman to nie jedyny bohater, którego można tam spotkać. Na Times Square aż roi się od popularnych postaci z kreskówek lub super-bohaterów. Marzy Wam się zdjęcie z Myszką Miki? Nic trudnego, na pewno ją tam spotkacie. Wolicie jednak Chudego z Toy Story lub Elmo z Ulicy Sezamkowej? Proszę bardzo, oni także z chęcią zapozują z Wami do zdjęcia.

DSCF0237

Miki, Minnie z Chudym albo Elmo – do wyboru!

DSCF0233         DSCF0234

Wysyp filmowych i bajkowych bohaterów wytłumaczyć można prosto. To dla niektórych sposób na życie – mogą bowiem liczyć na napiwki za wspólne zdjęcia z turystami, a tych ostatnich nigdy nie brakuje.

Co jeszcze spotkało mnie pierwszego dnia w Nowym Jorku?
Oczywiście niesamowite miejskie krajobrazy. Widok rozświetlonych wieżowców na Manhattanie jest niesamowity. Z jednej strony pozwala poczuć siłę i potęgę miasta, a z drugiej przytłacza swoim ogromem i masywnością.

DSCF0588

Dla mnie był on też zachętą do poznawania Nowego Jorku i jego osobliwości. Mam nadzieję, że niebawem poznam choć część z nich i będę mogła podzielić się swoją wiedzą z Wami w kolejnych postach;)

Pozdrawiam z NY!
Renata

DSCF0598

[Autorką zdjęć we wpisie jest Renata]

„Wyjechałem na staż do Stanów…”

W życiu chyba każdego studenta przychodzi taki niebezpieczny moment, w którym, po dłuższych przemyśleniach nad życiem, zapala mu się ostrzegawcza lampka – że ponad połowa studiowania minęła, że nie można mieszkać w akademiku do końca życia, a do tego w McDonaldsie podobno nie dostaje się stypendium dla najpilniejszych pracowników. Innymi słowy – sama nauka to nie wszystko, a życie jednak działa na odrobinę innych zasadach niż uczelnia. I nachodzi takiego studenta nagła potrzeba zrobienia zawodowego kroku, który choć trochę zwiększy jego szanse na satysfakcjonującą, a przy tym sowicie wynagradzaną pracę, najlepiej w swoim zawodzie i w ogóle od razu w zarządzie dużej korporacji. W moim przypadku taki moment refleksji miał miejsce około rok temu i wtedy właśnie uznałem, że już najwyższy czas poszukać sobie stażu 😉

Jak dostać się na staż do USA?

To tyle tytułem wstępu. Teraz kilka słów o tym, jak to się stało i co się w ogóle stało. Mianowicie, w Polsce działa Fundacja Edukacyjna Przedsiębiorczości, zajmująca się pomocą finansową dla studentów w postaci stypendiów naukowych, językowych, szkoleń i różnego rodzaju warsztatów. Tak się składa, że od pierwszego roku studiów (a wybieram się już na czwarty rok) jestem beneficjentem programu stypendiów Fundacji i szczerze muszę przyznać, że wszystkie te stypendia w ogromnym stopniu pozwoliły mi na samodzielne lub prawie samodzielne utrzymanie się w Krakowie. W dodatku możliwość zdobycia stypendium na kolejny rok była niewątpliwie bardzo motywująca do nauki. Można powiedzieć, że już byłem szczęściarzem, ale na domiar wszystkiego okazało się, że Fundacja, we współpracy z Polsko-Amerykańską Fundacją Wolności, pomaga również w innej dziedzinie, która akurat bardzo mnie interesowała – w aplikacjach na staże w polskich i zagranicznych firmach.

Żeby nie przedłużać za bardzo moich wywodów – perspektywa odbycia stażu w Stanach Zjednoczonych w jednej z renomowanych firm była niesamowicie kusząca i stąd też po przestudiowaniu profilów kandydatów firm, uznałem, że jako ‚prawie-inżynier’ automatyk najbardziej chciałbym odbyć staż w firmie Westinghouse Electric Company – jest to amerykański potentat w dziedzinie energii nuklearnej, co samo w sobie brzmi na tyle ciekawie, że warto było chociaż spróbować. Wiele formularzy później, po kilku rozmowach i długich listach motywacyjnych przedostałem się do kolejnej tury aplikacji, gdzie moje dane zostały wysłane już za wielką wodę, do siedziby Westinghouse. Łatwo można sobie wyobrazić jaką satysfakcję czułem, kiedy siedząc w moim przestronnym pokoju w AGH-owskim akademiku, zajadając przysłowiowego kebaba, dostałem telefon od jednego z menedżerów firmy w celu przeprowadzenia rozmowy kwalifikacyjnej. Może odrobinę podkoloryzowałem tę chwilę, ale tak właśnie chciałbym ją zapamiętać. Dalej, na szczęście, było już tylko z górki i tak się składa że w tym momencie znajduję się już w USA, gdzie wraz z kilkoma innymi studentami z Polski odbywam staż w siedzibie Westinghouse’a, w Cranberry Township w stanie Pensylwania 😉

Co zobaczyliśmy?

Co do samego stażu i tego jak się nam tu pracuje postaram się jeszcze kiedyś napisać , a teraz przejdę do ciekawszej części, czyli pierwszych odczuć, jakie wywarły na mnie Stany. Jeśli ktoś już wcześniej był w USA albo Kanadzie, pewnie nie zrobiłoby na nim wielkiego wrażenia to co zobaczyłem, ale dla mnie taka pierwsza wyprawa tutaj była czymś więcej niż po prostu wakacyjnym wypadem do większego miasta.

…chociaż w dużej mierze nasze pierwsze wyprawy wyglądały dokładnie jak wypady do miasta 😉 Ze względu na pełnoetatowy staż, w ciągu tygodnia jedyne wycieczki na jakie mogliśmy sobie pozwolić to rodzinny wypad do Walmarta ( sklep z wszystkim i z niczym – można powiedzieć że jest to skrzyżowanie rozmachu Tesco ze stereotypową taniością Biedronki okraszone samobieżnymi wózkami na zakupy dla co bardziej wysportowanych klientów ), albo do pobliskiego baru podającego bardzo niskobudżetowe skrzydełka. (takiego opływającego amerykańskością, z długą, brudną ladą, wypalającą się żarówką i stałymi bywalcami popijającymi kolejnego już Yuenglinga albo Budweisera).

Beaver Falls

Beaver Falls – tutaj naprawdę nic się nie dzieje 😉

Jak mieszkamy

Cała nasza szóstka mieszka w Beaver Falls, niewielkim miasteczku, którego mieszkańcy z reguły zdają się nie wychodzić na piechotę do sklepu spożywczego położonego trzysta metrów dalej, bo przecież można podjechać swoim pickupem wyposażonym w 5-litrowy silnik. Na zdjęciu widać typową dla małych miasteczek zabudowę – zaryzykuję stwierdzenie, że już zaraz po przyjeździe wyglądało to dla mnie całkiem swojsko, zważywszy na fakt wieloletniej edukacji opartej na amerykańskich filmach i grach typu GTA 😉 Inna sprawa to to, że Ci, którzy mijali mnie w swoich chevroletach, dodge’ach i innych fordach dziwnie patrzyli na polskiego turystę z aparatem fotograficznym spacerującego (!) beztrosko po ich chodnikach.

Motoryzacja

Ciekawe są również auta, na które można się napotkać nawet w tak małej miejscowości – poza dość normalnymi samochodami (chevrolety, fordy) są tu też przedstawiciele marek takich jak GMC i RAM, produkujące przerośnięte pickupy i półciężarówki, których Amerykanie namiętnie używają do poruszania się po okolicy. A wisienką na torcie są zabytkowe auta i muscle cary, których wcale tu nie mało – choćby dwa skrzyżowania od naszego mieszkania, pod niezbyt zachęcającym domem stoi przyzwoicie zachowany chevrolet Camaro z lat sześćdziesiątych 😉 Ogromny przegląd starych samochodów mieliśmy podczas wyścigu Vintage Grand Prix, z którego kilka zdjęć zamieszczam w późniejszym akapicie.

Podróże

Ale wracając do wyjazdów, to po ciężkim tygodniu w nagrodę podróżowaliśmy. Gdzie się dało. Do Ohio po piwo. Do Bostonu na kraby. Do Kanady po Niagarę. I do Clevelend do Rock’n’Roll Hall of Fame. Tania benzyna kosztująca nieco ponad jednego dolara za litr praktycznie zmusza do jeżdżenia, a do tego do prawie każdego celu można dostać się autostradą w naprawdę rozsądnym czasie.

Mapka

Mapa z postępami naszych eskapad. Zielona kropka koło Pittsburgha to Beaver Falls, w którym mieszkamy

Dlaczego jechaliśmy do Ohio po piwo? Otóż Beaver Falls znajduje się w Pensylwanii, a stan ten okazał się wyjątkowo konserwatywny jeśli chodzi o niektóre kwestie. Piwo na przykład można tu kupować do domu jedynie w specjalnych sklepach, które dość szybko są zamykane. Niby nic takiego, ale dla kiepskich strategów może się to skończyć tak, że konieczna będzie wycieczka do sąsiedniego stanu. Co ciekawe, samo kupowanie piwa w Pensylwanii też jest lekko utrudnione, ponieważ nie można ot tak zakupić jednej butelki. Z jakiegoś powodu, kiedyś, ktoś bardzo ważny zarządził, że należy kupować piwo w ilościach hurtowych (od 6 w górę), co w typowym przypadku oscyluje w granicach 12-30 butelek czy puszek w opakowaniu. Podobno jest to działanie prohibicyjne, ale jak to się ma do zmniejszania spożycia alkoholu? – nie wiem 😉

Poniżej zachęcam do przeglądnięcia kilku zdjęć z naszych wypraw:

Pittsburgh, Pensylwania

Pittsburgh

Pittsburgh, PA

Pierwszym celem był Pittsburgh. Jest to najbliżej położone od nas duże miasto – około godzinę drogi z Beaver Falls. To co mnie zaskoczyło to zwykły fakt, jak mało mieszkańców spacerowało po centrum. Spodziewałem się, że wieżowce, ogromne budynki i ogólnie centrum miasta zazwyczaj przyciągają ludność, ale jak się okazało Pittsburgh jest raczej miastem do pracowania a nie do mieszkania. Stąd też w weekendy przypominało mi trochę ‚wymarłe’ miejsce. Choć są też pozytywne wyjątki, między innymi znana wśród miejscowych dzielnica barowa Southside, która późnymi wieczorami odżywa dzięki mieszkańcom chcącym odstresować się po ciężkim dniu pracy.

Pittsburgh

Panorama Pittsburgha

Panorama Pittsburgha, widok z Mount Washington

Pittsburgh, widok na centrum

Kolejny malowniczy widok na centrum Pittsburgha

Cleveland, Ohio

ekspozycja, ACDC

Ekspozycja w Rock’n’Roll Hall of Fame, Cleveland 😉 Na zdjęciu widać między innymi rękopis Highway to Hell

USS Cod Submarine

Stażyści odpoczywający po długim zwiedzaniu Rock’n’Roll Hall of Fame, Cleveland

Pokład USS Cod Submarine

Cleveland z pokładu USS Cod Submarine

Kanada – Niagara Falls i Toronto

Kiedy okoliczne stany mieliśmy już za sobą, za kolejny cel obraliśmy Kanadę. W amerykańskiej perspektywie było to całkiem niedaleko – Toronto znajduje się ‚zaledwie’ 300 mil od nas, a po drodze warto zobaczyć słynne wodospady Niagara Falls

Niagara Falls

Widok na wodospady od strony kanadyjskiej…

Niagara Falls, 2

…i takie tam krzywe zdjęcie z tego samego miejsca – w tle podrobiona CN Tower oraz przechodząca grupka ciekawych ludzi ( ach, ten XXI wiek)

Most Toronto

Najzwyklejszy most w drodze do Toronto – ciekawe jest to, że większa ilość pasów wcale nie idzie w parze z kierowaniem się logiką przez kierowców przy ich wykorzystaniu, ale i tak jest dość bezpiecznie, bo kierowcy zachowują się bardzo defensywnie (czyt. nie jak w Rosji)

CN Tower

Najsłynniejszy chyba budynek w Toronto – CN Tower

Toronto, W

Artystycznie wygięci na kształt litery W jak Westinghouse, w tle jeden z uniwersytetów w Toronto. Kolega z niemiecką flagą to stażysta z Niemiec świętujący zwycięstwo swojej narodowej reprezentacji na Mundialu

Toronto

Odrobinę bogatsza część miasta…

Toronto, targ

…i ta biedniejsza dla równowagi

Inne atrakcje

Pirates Game

Oprócz samego podróżowania czasem warto docenić to co ma się trochę bliżej niż 5 godzin jazdy od domu; wraz z innymi stażystami z Czech i Niemiec wybraliśmy się na mecz baseballa do Pittsburgha, kibicując lokalnej drużynie Pirates. Niestety nie poradziła sobie zbyt dobrze 😉 (jest to dość delikatne określenie)

Pirates Game

Wielu kibiców pojawiło się na meczu nie po to, żeby faktycznie skupiać swoją uwagę na rozgrywce, a raczej spędzić czas ze znajomymi, skosztować burgera i popić Coca Colą 😉

Pittsburgh Pirates

PNC Park, Pittsburgh

Pirates players

Zawodnicy drużyny Pirates

Na meczu

Pamiątkowa fotka na zakończenie

Pittsburgh Vintage Grand Prix

Jednego leniwego niedzielnego popołudnia w okolicznym Pittsburghu odbywał się wyścig zabytkowych samochodów.

Vintage Race Pittsburgh 2014

2014 Pittsburgh Vintage Grand Prix

 

Vintage car race

Typowy amerykański rozmach – nikogo tutaj nie dziwi osoba dojeżdżająca podobnym pickupem do pracy, a jednocześnie segregująca śmieci w trosce o przyszłość naszej biednej planety

Boston, Massachusetts

Ostatnią do tej pory była wyprawa do Bostonu. Raptem 600 mil w jedną stronę pozwoliło w pełni rozkoszować się urokami dziesięciogodzinnej jazdy samochodem. Jeśli chodzi o samo miasto, to zupełnie różniło się choćby od Pittsburgha – ulice były pełne ludzi, studentów i turystów. Wyjaśnienie jest proste – jest to jedno ze starszych miast Stanów, a do tego posiada dostęp do oceanu i takie tam pomniejsze uczelnie jak Harvard czy MIT 😉

Boston, MA

Boston, MA

Stażyści 2014

Dokąd dalej?

Wnioski

Jak na zakończeniu każdego rasowego sprawozdania, wypadałoby zawrzeć jakąś sensowną konkluzję 😉 To, że staż dał mi możliwości niesamowitego spędzenia wakacji jest dość oczywiste. Potwierdziły się słowa jednego z zeszłorocznych stażystów, który zapowiadał nam ciekawe przeżycia oraz mnóstwo okazji do poznania świetnych ludzi z całego świata. Jak widać, do tej pory korzystamy z tych możliwości i mam nadzieję, że jeszcze długo nie przestaniemy 😉